Ale dzisiaj mam wenę. Pewnie dlatego, że zbojkotowałam pracę i przez to świat jest jakby bardziej różowy ;)
Postanowiłam, że zrobię dzisiaj żeberka. Spontanicznie w sklepie. Były tak ładne, mięsiste, że się skusiłam. W domu dla odmiany żeberka robię ja. Mój mi powiedział jakiś czas temu, że ja obiad robię raz na miesiąc, więc dzisiejszy obiad jest za maj.
Jak się to robi? Ano kroi żeberka na mniejsze porcje, wkłada do miski i dodaje: oliwę z oliwek, trochę octu, wina. Z przyprawami to jest tak, że co żeberka to zawsze coś innego. Standardem jest oczywiście sól i pieprz. Dzisiaj dodałam też dwie przyprawy do żeberek (Kotanyi i Kamis). Do tego jeszcze tymianek i majeranek. No i czosnek. Dużo czosnku: granulowanego i grubo pokrojonego świeżego. Do tego cebula w piórka (żeby za dużo nie płakać). Czasem jeszcze dodaję musztardę. Dzisiaj ominęłam. I na trochę do lodówki, żeby przemyślało co źle zrobiło i zastanowiło się nad poprawą. Ja żeberka zawsze robię w szybkowarze – najlepszym garnku na świecie. Najpierw w otwartym garnku podsmażam kawałki mięsa (bez cebuli i czosnku, żeby się nie przypaliła), a dopiero potem wlewam/wrzucam całą resztę z miski. Do tego do garnka dodaję jeszcze trochę wody + dzisiaj sosu sojowego i najważniejsze – miodu. Zamykam i się dusi przez około 30 minut.
Co Wam powiem - wyszły boskie. Mięsko mięciuśkie, łatwo odchodzi od kości. Niee, wcale się nie chwalę :P
No to przepis mam zapisany, więc następnym razem nie będę robić na wariata ;)
Smacznego!


.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
