iWoman.pl iWoman.pl

przejdź do listy blogów przejdź do serwisu

LogowanieRejestracja

Czas na żeberka!

Ale dzisiaj mam wenę. Pewnie dlatego, że zbojkotowałam pracę i przez to świat jest jakby bardziej różowy ;)
Postanowiłam, że zrobię dzisiaj żeberka. Spontanicznie w sklepie. Były tak ładne, mięsiste, że się skusiłam. W domu dla odmiany żeberka robię ja. Mój mi powiedział jakiś czas temu, że ja obiad robię raz na miesiąc, więc dzisiejszy obiad jest za maj.
Jak się to robi? Ano kroi żeberka na mniejsze porcje, wkłada do miski i dodaje: oliwę z oliwek, trochę octu, wina. Z przyprawami to jest tak, że co żeberka to zawsze coś innego. Standardem jest oczywiście sól i pieprz. Dzisiaj dodałam też dwie przyprawy do żeberek (Kotanyi i Kamis). Do tego jeszcze tymianek i majeranek. No i czosnek. Dużo czosnku: granulowanego i grubo pokrojonego świeżego. Do tego cebula w piórka (żeby za dużo nie płakać). Czasem jeszcze dodaję musztardę. Dzisiaj ominęłam. I na trochę do lodówki, żeby przemyślało co źle zrobiło i zastanowiło się nad poprawą. Ja żeberka zawsze robię w szybkowarze – najlepszym garnku na świecie. Najpierw w otwartym garnku podsmażam kawałki mięsa (bez cebuli i czosnku, żeby się nie przypaliła), a dopiero potem wlewam/wrzucam całą resztę z miski. Do tego do garnka dodaję jeszcze trochę wody + dzisiaj sosu sojowego i najważniejsze – miodu. Zamykam i się dusi przez około 30 minut.
Co Wam powiem - wyszły boskie. Mięsko mięciuśkie, łatwo odchodzi od kości. Niee, wcale się nie chwalę :P
No to przepis mam zapisany, więc następnym razem nie będę robić na wariata ;)
Smacznego!

Komentarze (1)
Smaki z dzieciństwa

Nie wiem czy Panterka o tym kiedyś nie pisała, ale co tam. Dzisiejsza audycja w Radiu Ram o smakach PRLu przypomniała mi moje smaki z dzieciństwa. Za nic na świecie nie mogę przypomnieć sobie soku z saturatora nie pamiętam. A ponoć powinnam. Ale pamiętam wodę gazowaną z takiego czegoś podobnego do termosu z dziubkiem i dźwignią, a do środka wsadzało się naboje.
Kolejnym hitem było solone masło. Pamiętam, że tak mi smakowało, że wyżerałam łyżeczką. Dostaliśmy z Kościoła. Z jakiej okazji? Zabijcie mnie, ale nie wiem. W zeszłym roku miałam okazję przypomnieć sobie ten smak. Otóż w RPA takie masło to zupełna normalka. Żona mojego kuzyna robiła wielkie oczy jak w trójkę (ja, Mój i kuzyn) namiętnie je jedliśmy. Marcin na co dzień tak się nie zachowywał, ale mu się przy nas przypomniało :P
A dzisiaj od rana to za mną chodzą takie czekoladowe cukierki: półkule w małych kolorowych groszkach. Jak one się nazywały? Pamięta ktoś? Muszę poszukać, bo mnie dzisiaj taka ochota naszła.
A do szkoły nosiło się kanapki z masłem i kakao. A do picia woda z cukrem. A po szkole sok w woreczku. Pamiętam że odgryzało się zębami róg, wciskało rurkę i było się Panem całego świata.
A Donalda pamiętacie? Historyjki się zbierało, a później się wymieniało z innymi. Jeszcze, ale to już później, były takie gumy z naklejkami. Dostawało/Kupowało się album i zbierało się cale serie. Chyba nigdy nie uzbierałam całej ;)
Jeszcze było cos takiego jak lizaki w kształcie żołnierzyków. Były takie budki z dykty – zieleniaki – naprzeciwko naszego bloku, po drugiej stronie ulicy i tam się latało. Później zrównali z ziemia i zrobili pawilon. Do dzisiaj nie wiem po co.
I jeszcze były takie gumy – kolorowe kulki. W takim podłużnym pasku zapakowane. Jakiś czas temu natknęłam się na nie w Krakowie w kiosku RUCHu. W 5 minut poszły wszystkie. Właściwie teraz się zastanawiam, jak one tam długo leżały.
A dzień zaczynało się mlekiem ze szklanej butelki z takim złotym kapselkiem, zrobionym z a la grubej folii aluminiowej.
A wieczorem, przed snem myło się zęby pomarańczową pastą do zębów, wyjadając przy tym połowę :D
A Wy co pamiętacie?

O i jeszcze mi się przypomniał taki sok, który zawsze piłam u Babci!

Komentarze (4)
Rzym część II – wieczorny spacer

Taki mrozy na nas spadły, że zaczynam tęsknić za rzymskim deszczem. Chociaż ja lubię zimną i śnieżną zimę, to optymalna temperatura to taka do –10. Dzisiejszego wieczora zapraszam Was na krótki spacer po nocnym Rzymie.
Spacer rozpoczynamy na Via Volturno, dalej Via Cernaia, w prawo do Via 20 Settembre. Idziemy prosto do Via delle Quattro Fontane.


Jedna z czterech fontann

Potem leniwie do Plazzo del Quirinale (Pałac Kwirynalski). Plac ten jest położony na najwyższym z siedmiu rzymskich wzgórz - Kwintale. Budynek, który tan stoi jest obecnie oficjalną siedzibą prezydentów Włoch. Dlatego tyle tam straży :P

Widok na Watykan z Plazzo del Quirinale

To był wymarzony wieczór na kąpiel. Pora na Fontannę di Trevi!

Niestety kąpiel się nie udała. Mimo nieturystycznego okresu widzów było co niemiara, no i stchórzyłam. Ale trzeba przyznać, że Fontanna di Trevi zrobiła na mnie chyba największe wrażenie.

Dalej – Schody Hiszpańskie. Schody Hiszpańskie trochę mnie rozczarowały. Podobno w okolicach Wielkanocy ustawiane są tam kwiaty i wtedy wyglądają pięknie.

Później już leniwie wróciliśmy Via Sistina i Via Barberini do hostelu. Zahaczając jeszcze o parę sklepów ;)

Miało być, że to kanapa w naszym hostelu (bo kto by się chwalił piętrowym łóżkiem)

Widok z naszego pokoju. Nawet sobie nie wyobrażacie jaka byłam szczęśliwa mogąc się położyć!

No a ja już planuję następną wyprawę. Tym razem gorąca Hiszpania!

Komentarze (0)
1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | 7 | 8 | 9 | 10 |
Najnowsze wpisy
2010-01-29 18:02 Czas na żeberka!
2010-01-29 15:27 Smaki z dzieciństwa
2010-01-24 21:12 Rzym część II – wieczorny spacer
2010-01-07 23:17 Rzym część I - Watykan
2009-12-24 12:28 Czekając na walizkę
O mnie
Hebe

No cóż, na razie wychodzi, że jestem mały nerwus. Prawda, nie przeczę. Ale może ta terapia mnie uspokoi.

Mój profil w iWoman.pl